You are currently viewing Czego uczą nas piwonie? Lekcja o trwaniu w Miłości

Czego uczą nas piwonie? Lekcja o trwaniu w Miłości

Nadszedł ten moment. Moja ulubiona chwila w roku. Czerwiec.

To dla mnie najważniejszy ze wszystkich miesięcy. Czas, kiedy dni są najdłuższe, a wieczory zdają się nie mieć końca. Kocham to czerwcowe światło, które o godzinie dwudziestej pierwszej wciąż jeszcze miękko kładzie się na dachach domów i drzewach. To jest ten moment, kiedy przyroda nie ma już żadnych tajemnic – osiągnęła pełnię swojej siły, jest bujna, soczysta i zachwycająca.

Ale czerwiec ma też swój zapach. Zapach piwonii.

Gdy tylko się pojawiają, wsiadam w samochód i jadę na rynek Pogodno. A gdy tam ich nie ma – kieruję się w stronę ogrodów działkowych, do starszej pani Marii. Kupuję od niej całe naręcza piwonii, wstawiam je w domu do wazonu i po prostu patrzę. Obserwuję, jak powoli, warstwa po warstwie, otwierają się. Te kwiaty są jak serce, które potrzebuje bezpiecznego ciepła, by pokazać całe swoje ukryte piękno. Bo serce to centrum wszystkiego.

W samym centrum Miłości

Moje przyglądanie się rozkwitającym piwoniom naturalnie splata się z tym, co przynosi nam kalendarz liturgiczny. Czerwiec to miesiąc poświęcony Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. To czas, kiedy mocniej niż zwykle słyszymy w duszy zaproszenie Chrystusa:

„Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej!” (J 15, 9).

Tylko jak trwać i zachować wewnętrzny pokój, gdy wokół nas i w nas samych jest tyle codziennego niepokoju, pośpiechu i lęku o jutro?

W takich momentach zawsze wracają do mnie słowa św. Augustyna z jego Wyznań:

„Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie i niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie”.

Odpoczynek dla niespokojnego serca

Piwonia nie otworzy się w mgnieniu oka, nie przyspieszy swojego wzrostu pod wpływem przymusu. Potrzebuje trwania w świetle i cieple. Nasze serca działają dokładnie tak samo. Nie odnajdziemy stałości, próbując naprawić wszystko własnymi siłami lub szukając ukojenia w ciągłym działaniu.

Trwanie w Jego miłości to zgoda na to, by po prostu przy Nim być – w ciszy, bez masek, z całym swoim zmęczeniem. Dopiero gdy zrzucimy z siebie potrzebę kontrolowania każdego aspektu codzienności i pozwolimy Bogu działać, nasze serce odnajdzie upragniony odpoczynek. Warstwa po warstwie opadnie z nas napięcie, a w miejscu lęku pojawi się głębokie zaufanie.

Zrób sobie dzisiaj filiżankę dobrej kawy, postaw na stole czerwcowe kwiaty i pozwól swojemu sercu po prostu spocząć w Jego obecności. Jesteś w centrum Jego Miłości.

Z miłością,
Dorota

Dodaj komentarz