Kilka dni po tym, jak siedziałam przy stole z espresso, przyglądając się stokrotkom, wyszłam na spacer po Szczecinie. Maj ma w sobie niezwykłą siłę – potrafi zmienić miasto z dnia na dzień. Ulice, jeszcze niedawno szare i uśpione, teraz dosłownie wybuchają życiem.
W powietrzu unosi się charakterystyczny, czysty zapach wiosny i rozgrzanej słońcem ziemi. Brzozy wypuściły już miękkie, jasnozielone listki, a w koronach drzew słychać niestrudzony śpiew ptaków. Przyroda niczego nie odkłada na później. Po prostu trwa w pełnym rozkwicie, celebrując życie.
Idąc aleją szczecińskich magnolii, zatrzymałam się przed jednym z drzew.
Nasze miasto wiosną jest nimi usiane. Ich gałęzie uginają się od wielkich, mięsistych pąków, które w maju otwierają się w okazałe kwiaty. Kiedy na nie patrzyłam, uderzyło mnie jedno: te kwiaty wyglądają jak najprawdziwsze korony. Majestatyczne, szlachetne, a jednocześnie poruszająco delikatne.
Królewska godność w codzienności
To spostrzeżenie naturalnie skierowało moje myśli ku Maryi – maj to przecież Jej miesiąc. Kiedy o Niej myślę, widzę tę samą cichą, królewską godność, którą dostrzegłam w pąkach magnolii. Maryja nie walczyła o swoje miejsce, nie potrzebowała głośnego poklasku. W ciszy i ufności nosiła w sercu Boże obietnice. Jako Królowa uczy nas, jak z podniesioną głową i wewnętrznym spokojem iść przez prozę codzienności.
Stojąc w majowym słońcu, przypomniałam sobie Słowo, które noszę w sercu od lat, ale które w tamtym momencie wybrzmiało z zupełnie nową siłą:
„Będziesz prześliczną koroną w rękach Pana, królewskim diademem w dłoni twego Boga” (Iz 62, 3)
To obietnica, która nie zależy od naszych codziennych potknięć, zmęczenia czy nastroju. Twoja godność została Ci nadana przez Stwórcę raz na zawsze.

Miłość, która zaczyna się od przyjęcia siebie
W bgood od samego początku moim największym pragnieniem było tworzenie rzeczy, które stają się delikatnym kierunkowskazem ku Bogu. Jednak nie da się iść w Jego stronę, zapominając o szacunku i miłości do samej siebie.
W Ewangelii według św. Marka czytamy:
„Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. […] Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mk 12, 30-31).
Zauważyłaś te ostatnie słowa? „Jak siebie samego”. To nie jest zachęta do egoizmu, ale głęboka prawda. Trudno jest dzielić się pokojem i miłością z innymi, jeśli najpierw nie zaakceptujemy kobiety, którą codziennie widzimy w lustrze – z jej historią, ranami i pięknem. Boży zachwyt nad Tobą jest bezwarunkowy. Czas, abyś Ty również spojrzała na siebie Jego oczami.
Z miłością,
Dorota
